niedziela, 26 lutego 2012

Słów kilka o szczęściu(2) i o jednym Głupku.

Dzisiejszy wpis miał być o tym, co nam w życiu śmierdzi, ale nie będzie, gdyż pod wpływem tekstów i myśli św. Tomasza z Akwinu i św. Augustyna postanowiłem popełnić tę notkę.

Najpierw będzie króciutko o szczęściu. Św. Augustyn mówi, że każdy chce być szczęśliwy, ale na różne sposoby(jeden chce być cesarskim urzędnikiem, a drugi nie, ale obaj pragną szczęścia) - i tutaj się zgadzam, ok, niestety dalej Augustyn pisze:


"Ustrzeż jednak, Boże, serce spowiadającego się Tobie sługi Twego od mniemania, jakoby każda radość, którą
mógłbym odczuwać, prawdziwie mnie uszczęśliwiała. Jest 
bowiem taka radość, której nie dostępują bezbożni, lecz 
doznają jej tylko ci, którzy Cię czczą ze względu na Ciebie 
samego, ci, których radością Ty sam jesteś. To właśnie jest 
szczęściem: radowanie się w dążeniu ku Tobie, radowanie 
się Tobą, radowanie się ze względu na Ciebie. To jest 
prawdziwym szczęściem i nie ma szczęścia innego. Ci, któ- 
rzy cokolwiek innego uważają za szczęście, dążą do takiej 
radości, która nie jest prawdziwa. Ale nawet ich wola 
nigdy się nie odwraca od jakiegoś wyobrażenia radości.
Nie jest więc pewne,  że wszyscy ludzie dążą do szczę- 
ścia. Ci bowiem, którzy nie szukają radości w Tobie, bę- 
dącej szczęściem jedynym, w istocie nie pragną szczęścia. 
Ale może jest tak,  że wszyscy ludzie szczęścia pragną, lecz 
ponieważ ciało pożąda przeciw duchowi, a duch przeciw- 
ciału, skutkiem czego nie mogą czynić tego, czego chcą
ludzie osuwają się w to, co jest na ich miarę, i tym się za- 
dowalają. "


I tutaj się nie zgodzę, a nawet wytknę Augustynowi jedną, bardzo ważną rzecz. Albowiem nie układa się argumentów do tezy, tylko tezę na podstawie argumentów. I Augustyn popełnił ten błąd, że do tezy, iż jedynym szczęściem(prawdziwym) jest Bóg, dobrał sobie argumenty, co stworzyło bełkot.

Kiedy czytałem "Świat Zofii" i omawiane były poglądy i tezy św. Tomasza pomyślałem: "lol, jaki głupek". Potem wiele razy spotykałem się z opiniami jaki to on nie był mądry, ale to i tak nie zmieniło mojego poglądu, choć zastanawiałem się: "czy coś mi czasem nie umknęło, że oni go tak chwalą, a dla mnie to głupek?". Dzisiaj przeczytałem:


"Co do poznania istoty Bożej, najpierw należy przyjąć, że Bóg jest. Człowiekowi rozumnemu rzuca się to w oczy. Spostrzegamy bowiem, że wszystko, co się porusza, przez co innego jest poruszane: to co niższe przez to co wyższe, na przykład [ciała] pierwiastkowe przez ciała niebieskie; w [ciałach] zaś pierwiastkowych to co mocniejsze porusza to, co jest słabsze; podobnie w ciałach niebieskich – niższe są poruszane przez wyższe. To zaś nie może iść w nieskończoność. Ponieważ zaś wszystko, co jest poruszane przez coś innego, stanowi jakby narzędzie pierwszego poruszającego – gdyby nie było pierwszego poruszającego, wszystko, co się porusza, byłoby narzędziem. Gdyby zatem ciąg poruszających i poruszanych szedł w nieskończoność, nie byłoby pierwszego poruszającego; wszystkie więc niezliczone [byty] poruszające i poruszane byłyby narzędziami. "




Z badań wiemy(nauka, wiedza), że to najmniejsze cząstki poruszają największe, to one tworzą największe i to najmniejsze cząstki są niezniszczalne(atomy), a nie na odwrót. Dziękuję, tyle o Głupku-Tomaszu.





niedziela, 19 lutego 2012

Szczęście

W "Co ty wiesz o filozofii" Zbigniew Mikołejko powiedział, że szczęście to brak problemów. Nie każdy się z tym zgodzi, choć po części jest w tym ziarnko prawdy. Bo zastanówmy się: jeśli nie byłoby kłopotów, to czy nie bylibyśmy szczęśliwi? Co odwodzi nas od szczęścia? Problemy właśnie. Niemożność zajmowania się tym co chcemy, zastanawianie się nad przeciwnościami losu i tym, jak z nich wybrnąć. Weźmy na przykład takie dzieci: nie interesuje ich to, że muszą zapłacić rachunki, że nie mają pieniędzy na spłatę kredytu. Bawią się, i są dzięki temu szczęśliwe, bo nie mają problemów. Ale czym jest problem? W "Drodze do oświecenia" XIV Dalajlama określił problem jako coś, co wynika z niewiedzy. I znów jest w tym ziarnko prawdy. Nawet ziarno. Bo czyż to nie "dzięki" problemom stajemy się lepsi? To z nich wyciągamy wnioski. Jeśli np. rzuci nas dziewczyna/chłopak, to nie powinniśmy zamartwiać się i wynajdywać problemów. Bo czyż nie oznacza to, że jesteśmy wolni? Że ta osoba nie nadaje się dla nas i staliśmy się wolni szybciej. Jeśli potrafimy na coś spojrzeć z innej perspektywy, może wydać nam się to błahe, niepoważne. Dobre, nie złe. Jest to kwestia zrozumienia. Empatii. Jeśli potrafimy użyć naszego umysłu i usunąć tę "niewiedzę", stajemy się ludźmi lepszymi, dostrzegamy zalety całej gammy, zdawałoby się, "problemów".
Można więc z tego wywnioskować, że szczęście osiągniemy poprzez wiedzę, a raczej wyeliminowanie niewiedzy, spojrzenie pod innym kątem.

Wiele jednak osób sprzeciwi się - i słusznie - mówiąc, że nawet z problemami można być szczęśliwym. Bo można. Gdybyśmy całe życie byli szczęśliwi i nie mieli problemów, to czyż nie byłoby tak, że nie dostrzegalibyśmy tego szczęścia? Byłoby to dla nas stanem normalnym... i nijakim. Szczęście w nieszczęściu.

Szczerze powiem, że nie mam pojęcia czym jest szczęście - na pewno jest pewnym stanem. Stanem, którego nikt nie potrafi określić z czego się bierze. Na pewno ze zrozumienia problemów i prawdziwej natury rzeczy, ale z czego jeszcze?

Jedną z dróg(jak napisałem wyżej) jest wyeliminowanie bodźców, które "ciągną nas w dół" i przekształcenie ich w neutralne, bądź "pchające ku górze", zaś drugą dostarczenie tylu bodźców pozytywnych - pchających ku górze, które przyćmią te negatywne.

Takie tam rozważania :D